Ślub to wyjątkowe połączenie tradycji z nowoczesnością. Już od zarania dziejów, czy raczej od momentu kiedy ceremonia ślubna na dobre pojawiła się w życiu Europejczyków, oprawa ślubu i stroje Młodej Pary aż kipią od wielowymiarowej symboliki. Może dla współczesnej panny młodej inspiracją stanie się strój i przygotowania, jakim poddawała się mieszkanka cesarstwa rzymskiego na początku naszej ery? W dzień poprzedzający ceremonię ślubną panna młoda układała włosy i przyozdabiała je czerwoną siatką. Następnego – ślubnego – dnia, przystrajano głowę oblubienicy sześcioma sztucznymi warkoczami oraz pomarańczowym welonem (czyli flammeum), który zakrywał górną część twarzy. Na welon panna młoda przywdziewała wianek z kwiatów, z początku były to werbena i majeranek, później mirt i pomarańcza. W tradycji chrześcijańskiej skromny welon stał się nieodłącznym atrybutem stroju ślubnego panny młodej. Sam strój ślubny składał się z nieobrębionej na dole tuniki, przewiązanej wełnianym paskiem, zawiązanym na podwójny węzeł. Następnym elementem garderoby ślubnej był płaszcz w kolorze szafranu i sandały, zgrane kolorystycznie z płaszczem. Szyję panna młoda przystrajała naszyjnikiem. A teraz wrócę do nowoczesności… Na szczęście żyjemy w XXI wieku, który daje nam wyjątkową możliwość uwiecznienia uroczystości ślubnej (jakiej z całą pewnością nie miała rzymska panna młoda). Fotografia. Chyba każdy miał okazję oglądać w galerii czy czasopiśmie (a może w albumie kogoś bliskiego?) zdjęcie, które miało w sobie coś specjalnego, magicznego, przykuło naszą uwagę swą wyjątkowością i nie pozwoliło długo o sobie zapomnieć. A jednak wrażenia jakie odnosimy, są bardzo subiektywne, po prostu "jedni lubią góry inni wolą morze". Mimo wszystko, warto znać kilka tajemnic, które pozwolą na lepsze zrozumienie fotografii. Ja opowiem o moich dwu ulubionych tematach Po pierwsze: światło. Jest taka magiczna pora w ciągu dnia, na chwilę przed zmierzchem, gdy światło zdaje się otulać fotografowany obiekt, jest ciepłe, miękkie, złociste. To najprzyjemniejsza pora na fotografowanie, zdjęcia wtedy zrobione wydają się być ilustracją baśni. Podobne właściwości ma światło bardzo wczesnego poranka, o świcie. Wtedy jednak światło jest bardziej rześkie, różowawe. No i trzeba wcześnie wstać. Zdecydowanie polecam magiczną porę zmierzchu. Najchętniej robię zdjęcia przed zmierzchem. Po drugie: decentralizacja kompozycji. Większość ludzi, fotografując, główny obiekt zdjęcia ustawia w centrum, symetrycznie komponując kadr. Nie jest to błędne postępowanie, ale znacznie ogranicza możliwości twórcze. Obraz, który jest wynikiem takiego ujęcia może być zbyt statyczny, po prostu nudny. Jeśli umieścimy go trochę z boku, wytworzy się pewna dynamika, będąca często interesująca już sama w sobie. A oparcie kompozycji o zasadę złotego podziału naprawdę może przynieść w fotografii wspaniałe efekty. Przecież już starożytni, wymyślając zasadę złotego podziału musieli wiedzieć, że „coś jest na rzeczy”, kto jak kto, ale oni znali się na pięknie.